poniedziałek, 4 marca 2013

Zły i Komeda

Leopold Tyrmand, Warszawa 1958. Fot.Wojciech Plewinski /Agencja FORUM
Bardzo lubię czytać książki i jednocześnie słuchać muzyki. Wybieram wtedy najczęściej coś z muzyki instrumentalnej lub jazzu. Chętnie słucham też w takich warunkach muzyki dawnej.

Nie pamiętam już jak to się stało, że przeczytałem książkę Leopolda Tyrmanda U brzegów jazzu. Najprawdopodobniej dowiedziałem się, gdzieś (nie było wtedy jeszcze internetu), że Tyrmand był wielkim popularyzatorem tej muzyki w powojennej Polsce. Z książki zapamiętałem jedno zdanie, które chyba najlepiej określa czym jest sam jazz. Zostało ono wypowiedziane przez jednego z artystów amerykańskich, więc przytoczę je tutaj w oryginale: Playing jazz is talking from your heart, so you don't lie. W takich prostych i genialnych słowach zawarto całą prawdę o tej muzyce.
Po lekturze U brzegów jazzu, postanowiłem przeczytać najbardziej znane dzieło Tyrmanda, powieść Zły. Do lektury przygotowałem się sumiennie pod względem muzycznym. Zdecydowałem, że do polskiej powieści najlepiej pasować będzie polski jazz. Kupiłem gdzieś kasetę z muzyką Krzysztofa Komedy. Było to nagranie z jakiegoś duńskiego koncernu, na którym grano Astigamtic, Kattornę, Svantetic i chyba jeszcze jeden jakiś utwór, niestety już go nie pamiętam. Sama kaseta, gdzieś mi się zapodziała w trakcie kilku przeprowadzek.
Muzyka Komedy niesamowicie  pasowała do klimatu tej książki, w której przedstawiono realia życia w powojennej, zrujnowanej Warszawie. To bardzo dobra, ciekawa i trzymająca w napięciu literatura i nie mogę zrozumieć dlaczego do tej pory nikt nie spróbował zekranizować tej historii. To przecież wspaniały materiał na widowiskowy film, a Zły mógłby spokojnie stać się polskim Supermanem.
Tych wszystkich którzy jeszcze Złego nie czytali, zachęcam serdecznie do lektury. Oczywiście warto przy tym posłuchać dobrego polskiego jazzu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz